Przejdź do treści
+48 781 696 824 redakcja@radioaktywny.pl Lublin · Polska tło 0,12 µSv/h

Prelekcja

Falkon

Festiwal Fantastyki Falkon

| 12:00–18:00 | Lublin

Dwaj uczestnicy w strojach taktycznych pozują przy ściance fotograficznej konwentu Feniks z logo Paradoks.net

W lutym 2025 roku wchodziliśmy na scenę lubelskiego festiwalu Falkon z prelekcją o rdzewiejących wrakach i opuszczonych szpitalach.

Szczerze? Liczyliśmy na garść ludzi, którzy pomylili sale.

Wypełniła się prawie cała akademicka aula.

To był nasz prelegencki debiut i skończył się pytaniem, które siedzi nam w głowie do dziś: dlaczego zrujnowane światy z gier i filmów tak bardzo nas fascynują? Poniżej podsumowanie tego, co pokazaliśmy — a pokazaliśmy, że urbex to nie tylko eksploracja i dokumentacja, ale też źródło inspiracji dla współczesnej popkultury i narzędzi cyfrowej archeologii.

Anatomia rozpadu

Główną osią prelekcji była próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego opuszczone strefy miejskie tak magnetycznie przyciągają współczesnego człowieka.

W teorii urban exploration to po prostu eksploracja niedostępnych przestrzeni. Definicja z jednego zdania, w której nie ma nic ciekawego.

Dla nas to coś innego: odzyskiwanie „białych plam" na mapach i walka o pamięć miejsc, z których człowiek został nagle wymazany.

Wokół urbexu narosło wiele kontrowersji — głównie za sprawą osób szukających w nim wyłącznie bezrefleksyjnej adrenaliny, co prowadzi prostą drogą do wandalizmu. Od takich działań się odcinamy i mówimy to za każdym razem, gdy dostajemy mikrofon.

Bo mechanizm, który tu działa, jest zbyt ciekawy, żeby go marnować na dewastację.

Gdy wkraczamy do pustej fabryki czy skażonego szpitala, czujemy naturalny dyskomfort i nostalgię. Ludzki umysł instynktownie potrzebuje działających struktur społecznych — a ich brak budzi grozę. To nie jest kwestia gustu ani odwagi. To odruch.

I dokładnie ten sam mechanizm psychologiczny wykorzystują twórcy postapokalipsy, projektując cyfrowe uniwersa na fundamentach realnego rozpadu.

Rdza zza oceanu

Zachodnia wizja końca świata ma swojego idealnego reprezentanta: uniwersum Fallout.

To świat stylistycznie zatrzymany w latach 50. XX wieku, łączący przerysowany, konsumpcyjny optymizm z bezwzględną pustką po wojnie atomowej. Reklama lodówki i lej po bombie w jednym kadrze.

Podczas wystąpienia pokazaliśmy, że ten specyficzny klimat można poczuć również w Polsce — i nie trzeba do tego Czarnobyla.

Dobrym przykładem jest porzucona konstrukcja „Serockiej Truskawki" w Wierzbicy. Niegdyś duma potężnego gospodarstwa ogrodniczego, dziś zdemontowana i leżąca na ziemi. Jej rdzewiejąca, geometryczna struktura budzi dokładnie taką samą melancholię i stanowi równie ironiczną pointę dla ludzkich planów, jak ruiny przedmieść Bostonu na ekranach komputerów.

Pięciometrowy owoc, który miał krzyczeć „jesteśmy najlepsi w Europie", leży w rowie. Fallout tego nie wymyślił lepiej.

Podobny los spotkał domki letniskowe typu „Futuro" i „Venturo" czy opuszczone amerykańskie osiedle Woodcliff — z symboli nowoczesności zamieniły się w niszczejące monumenty kryzysu.

Klaustrofobia Wschodu

Zupełnie inne emocje budzi wschodnia narracja katastrofy, zakorzeniona w literackiej trylogii „Metro 2033" Dmitrija Głuchowskiego.

Tu nie ma miejsca na zachodni koloryt. Króluje brutalność, klaustrofobiczne podziemia, skala szarości i namacalny brud. Moskiewskie metro — projektowane w czasach zimnej wojny jako gigantyczny schron przeciwatomowy — w popkulturze stało się idealną scenerią dla opowieści o ostatecznym upadku cywilizacji.

Ten surowy, militarny dreszcz towarzyszy nam podczas rzeczywistych wypraw. Nie schodzimy do tuneli Moskwy, ale identyczną atmosferę tajemnicy i rozpadu odnajdujemy przy badaniu wraków okrętów wojennych na Helu — ORP „Wicher II" i ORP „Grom II".

Postępująca korozja, stalowe kadłuby rozrywane przez wodę, powolne wrastanie wraków w morski ekosystem. Wojskowa nekropolia, która mogłaby być tłem niejednej postapokaliptycznej powieści — z tą różnicą, że tej nikt nie napisał, bo ona po prostu jest.

Triumf zieleni

Współczesna popkultura coraz wyraźniej przesuwa punkt ciężkości z zagrożeń nuklearnych w stronę apokalipsy ekologicznej. Jej symbolem stała się seria „The Last of Us" — sugestywna wizja świata, w którym ludzkość przegrała starcie z mutującą naturą, a betonowe aglomeracje zostały wchłonięte przez florę.

Tylko że dla nas to nie wizja. To codzienność każdej eksploracji.

Na prelekcji przywołaliśmy spektakularne przykłady. North Brother Island w Nowym Jorku — opuszczony od dekad kompleks medyczny Riverside Hospital zamienił się w gęsty, dziki las w sercu wielkiej metropolii i naturalne schronienie dla dzikiego ptactwa. Podobne kadry tworzy zapomniany wiktoriański dworzec kolejowy pod ogrodem botanicznym w Glasgow, gdzie natura w całkowitej ciszy unieważnia dzieło rąk ludzkich.

„W całkowitej ciszy" to tutaj klucz. Rozpad nie ma dramatycznej ścieżki dźwiękowej. Trwa dekady i nie robi hałasu.

Kodowanie pamięci

W finałowej części spotkania skupiliśmy się na tym, jak współczesny urbex — wsparty technologią — staje się realnym narzędziem ratowania pozostałości po minionych epokach.

Bo problem jest prosty i nieodwracalny: opuszczone obiekty znikają bezpowrotnie. Są wyburzane albo przegrywają walkę z czasem.

Aby ocalić ich architektoniczną tożsamość, branża cyfrowa sięga po zaawansowane metody dokumentacji, z których dorobku chętnie czerpiemy inspirację:

  • Naziemne skanowanie laserowe (TLS) — milimetrowe odwzorowanie geometrii budynków w postaci chmury punktów.
  • LiDAR — błyskawiczne mapowanie ogromnych kompleksów przemysłowych, z powietrza i nie tylko.
  • Fotogrametria — fotorealistyczne modele 3D budowane na bazie precyzyjnie skoordynowanych serii zdjęć.

To właśnie dzięki symbiozie fotogrametrii i systemów LiDAR twórcy gier z ukraińskiego studia GSC Game World („S.T.A.L.K.E.R. 2: Serce Czarnobyla") oraz polskiego zespołu The Farm 51 („Chernobylite") zdołali z niesamowitą wiernością przenieść autentyczne lokacje wokół Czarnobyla do cyfrowego świata.

Detale zniszczonych witraży. Napisy na ścianach. Infrastruktura przemysłowa. Faktura rozpadu Prypeci.

Wszystko to zostało zabezpieczone w wirtualnej rzeczywistości przed ostatecznym zapomnieniem. Gra komputerowa jako archiwum — brzmi absurdalnie, dopóki nie uświadomisz sobie, że to dziś jedna z najdokładniejszych dokumentacji tego miasta, jaka istnieje.

Lekcja z gruzów

Urbex i popkultura żyją w nieustającej symbiozie. Twórcy karmią się dokumentacją opuszczonych stref, a eksploratorzy szukają w terenie kadrów znanych z ekranów.

Ale ruiny fabryk czy schronów to coś więcej niż tło do generowania adrenaliny. To lekcja historii, materialne świadectwo przeszłości i namacalny dowód na kruchość naszej cywilizacji.

Zamiast bezrefleksyjnie wyburzać stare obiekty i zagęszczać tkankę miejską nową, powtarzalną zabudową, prawdziwym wyzwaniem staje się próba zrozumienia i ożywienia przestrzeni, które kiedyś postanowiliśmy zostawić za sobą.

Falkon był dla nas dopiero pierwszym krokiem na scenie. I, jak się okazało, krokiem, po którym trudno się już zatrzymać.

Reakcja publiczności utwierdziła nas w przekonaniu, że opowieści zza taśmy ostrzegawczej mają w sobie coś, czego szukamy wszyscy: dowodu, że pamięć da się ocalić, nawet gdy miejsce dawno opustoszało.

Jeśli temat urbexu, postapokalipsy i cyfrowej archeologii choć trochę Was wciągnął — zostańcie z nami. Najlepsze opowieści o utraconych światach dopiero przed nami.

Do zobaczenia na kolejnej scenie.

Zdjęcia z wydarzenia