Przejdź do treści
+48 781 696 824 redakcja@radioaktywny.pl Lublin · Polska tło 0,12 µSv/h

01 · Zagrożenia

Co może pójść źle

Wróć do spisu

Budynek opuszczony trzydzieści lat temu nie jest scenografią — to konstrukcja, która przez cały ten czas stała bez remontu.

Azbest — pierwsza rzecz, o której trzeba wiedzieć

W polskich zakładach, blokach i gospodarstwach z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych azbest jest tam, gdzie coś miało się nie palić i nie przemakać: eternit na dachach, otuliny rur, płyty na ścianach i sufitach hal.

Groźna nie jest sama płyta leżąca w spokoju, tylko pył — włókna idą w powietrze wtedy, kiedy materiał kruszy się pod butem, pęka albo jest przesuwany.

Nie podajemy tu żadnych norm, stężeń ani list sprzętu — ocena narażenia to robota dla ludzi z uprawnieniami i takiej porady nie udzielimy.

Zostaje to, co wynika wprost: nie kruszymy, nie przesuwamy, nie zamiatamy i nie robimy sobie z takiego gruzu drogi przejścia.

Co bierzemy na siebie i do plecaka

Stropy, dachy, podłogi

Dach bez połaci puszcza wodę latami i to woda, nie czas, rozbiera taki budynek od środka.

Strop, który przemakał przez pięć zim, na zdjęciu wygląda dokładnie tak samo jak zdrowy.

W halach trafiają się podłogi zapadnięte pod warstwą gruzu, po której nic nie widać, dopóki się na nią nie wejdzie. Patrzymy pod nogi i nad głowę, zanim postawimy krok.

Przekrój hali: ubytek połaci, woda schodząca na strop i podłoga zapadnięta pod gruzem. Strzałki pokazują dwa kierunki, w które się patrzy.

Ciemność i orientacja

Ciemność w takim budynku jest pełna: bez światła nie widać własnej ręki, a po drugim zakręcie znika poczucie kierunku.

Zapamiętujemy drogę wyjścia, zanim wejdziemy głębiej, i sprawdzamy, czy da się nią wrócić. Zapasowe źródło światła nie jest przesadą.

Nigdy w pojedynkę

Nie chodzimy w pojedynkę i nie jest to kwestia towarzystwa, tylko tego, kto zawoła pomoc, jeśli coś pójdzie nie tak. Naładowany telefon należy do wyposażenia na równi z latarką.

Ktoś, kto z nami nie jedzie, powinien wiedzieć, gdzie jesteśmy i o której mamy się odezwać.

Dwie sylwetki w zasięgu jednej latarki i kontakt z kimś, kto nie pojechał.

Kiedy odpuścić

Jeśli podłoga ugina się pod stopą, jeśli w powietrzu wisi pył, jeśli nie ma pewności, że da się wrócić tą samą drogą — wychodzimy.

Czasem najlepszą decyzją jest odpuścić i wyjść. Zdjęcie, którego nie zrobiliśmy, kosztuje najmniej ze wszystkich wyjść z takiej sytuacji.

02 · Początki

Pierwsze wejście

Wróć do spisu

Pierwszy raz nie jest od tego, żeby zobaczyć coś wielkiego — jest od tego, żeby sprawdzić, jak się w takim miejscu zachowujesz.

Wybierz miejsce, nie legendę

Na start bierze się obiekt blisko domu: znany z widzenia, otwarty, na jednym poziomie, bez piwnic i bez wchodzenia na wysokość.

Zakład, o którym krążą opowieści, zwykle jest duży, ciemny i pilnowany — na pierwsze wejście to trzy problemy naraz.

W dzień i nie samemu

Idziemy za dnia. Ciemność dokłada się do każdego innego ryzyka i niczego nie ułatwia.

Za pierwszym razem najlepiej z kimś, kto już to robił — nie po to, żeby prowadził, tylko żeby było komu powiedzieć „wracamy”.

Czego nie robić za pierwszym razem

  • Nie forsujemy wejścia: jeśli trzeba coś wyłamać albo poszerzyć, to nie jest wejście, tylko cudza szkoda.
  • Nie zabieramy niczego, nawet drobiazgu — to jest pierwsza zasada kodeksu i nie ma od niej wersji łagodniejszej.
  • Nie wchodzimy na dach ani na strop, którego nie obejrzeliśmy wcześniej od spodu.
  • Nie publikujemy adresu po powrocie.
  • Nie liczymy na zasięg.

Pięć zasad kodeksu

03 · Praktyka

Jak szukamy miejsc

Wróć do spisu

Żadna z tych porad nie działa, dopóki nie ma dokąd pojechać — a lokacje rzadko przychodzą same.

Objazd własnej okolicy

Najwięcej daje objazd własnej okolicy: obok większości takich budynków przejeżdża się latami, nie patrząc w tamtą stronę.

Zdjęcia satelitarne

Z góry widać to samo, co z drogi, tylko szybciej: dach bez połaci, parking zarośnięty aż po krawężnik, wjazd bez śladów kół.

Świeże koleiny na podjeździe czytamy odwrotnie — znaczą, że obiekt wcale nie jest opuszczony.

Bocznice i woda

Przemysł stawiano tam, gdzie dało się dowieźć węgiel i odprowadzić wodę, czyli przy torze i przy rzece.

Nieczynna bocznica prowadzi zwykle do nieczynnego zakładu — warto przejechać ją wzrokiem na mapie do samego końca.

Bocznica odbija od czynnej linii i kończy się przy zakładzie, a zakład stoi nad wodą.

Stare mapy przy dzisiejszym zdjęciu

Mapa sprzed wojny albo z lat pięćdziesiątych zestawiona z dzisiejszą ortofotomapą pokazuje różnicę: co tam stało, a czego dziś nie widać z drogi.

Najciekawsze są miejsca, które na starej mapie mają nazwę, a na nowej są plamą zieleni.

Gazety i portale lokalne

Zamknięty zakład albo wyprowadzka szpitala zawsze zostawiają ślad w gazecie.

Zdjęcia innych i wymiana

Zdjęcia innych eksploratorów bywają wskazówką nawet bez podanego adresu; wystarczy komin, wzór okien albo linia wzgórz w tle.

Kadr bez adresu: komin, wzór okien i linia wzgórz w tle.

Najlepsze lokacje i tak przychodzą od ludzi — wymieniamy się nimi w wąskim gronie i jeździmy razem.

04 · Prawo

Co mówi prawo

Wróć do spisu

Legalność urbexu nie jest zero-jedynkowa — zależy od tego, czyj jest teren, jak jest zabezpieczony i w jakim kraju się znajduje.

Jedna zasada twarda

Na cudzą posesję nie wchodzi się bez wyraźnej zgody właściciela. Bez wyjątków i bez dyskusji, czy budynek wygląda na niczyj.

Jak to bywa kwalifikowane

Wejście na teren zamknięty albo prywatny bez zgody właściciela może zostać potraktowane jako naruszenie miru domowego — art. 193 Kodeksu karnego.

Piszemy „może”, bo tak jest: kwalifikacja zależy od okoliczności konkretnej sprawy i rozstrzyga ją sąd, nie poradnik w internecie.

Gdzie kończy się to, co wiemy

Tu przebiega granica naszej wiedzy i piszemy o niej wprost. Nie napiszemy, jak taka sprawa się kończy, jakie są kary ani co zrobi patrol na miejscu — nie wiemy tego, a każda odpowiedź byłaby zgadywaniem.

Komu potrzebna jest pewność, temu potrzebny jest prawnik, a nie nasza strona.

Spotkanie z ochroną albo policją

Przy spotkaniu z ochroną albo policją nie uciekamy — podajemy dane, wykonujemy polecenia i rozmawiamy spokojnie, bo ucieczka zamienia formalność w sprawę.

Za zgodą jest spokojniej

Najspokojniej wchodzi się za zgodą właściciela i takich wejść mamy coraz więcej; liczy się miejsce, nie to, którędy się do niego weszło.

Za granicą

Za granicą przepisy bywają znacznie ostrzejsze niż u nas i sprawdzamy je przed wyjazdem, nie po.

Osobno

Zasady, nie porady

Porady mówią, jak to zrobić. Kodeks mówi, czego nie zrobimy nigdy — pięć zasad, przy których zostajemy niezależnie od tego, jak dobre byłoby zdjęcie.