Najpierw był las.
Wieczór, polna droga, dwa pomarańczowe światła gdzieś z boku kadru. Stoję w panterce, a kilka metrów za mną, na ścieżce, majaczy Dominik z naszej ekipy: kombinezon ochronny, maska przeciwgazowa, filtr, torba przy biodrze. Idzie powoli, jakby wracał z długiej zmiany.
Tak nakręciliśmy zapowiedź. Dwadzieścia parę sekund, żadnych napisów, na końcu tylko logo.
Ten strój nie był rekwizytem wynajętym na jeden wieczór. Kilka tygodni później Dominik siedział w nim na scenie głównej hali C i słuchał, jak opowiadam o miejscu, z którego taki kombinezon pochodzi.

Stoisko numer 50
MILITARIA to zlot miłośników militariów, strzelectwa i survivalu — w tym roku ósma edycja, hala C przy Dworcowej, przez dwa dni pełna pojazdów wojskowych, warsztatów rozpalania ognia i ludzi w mundurach z różnych dekad.
Nasze stoisko stało zaraz przy bramie C6, w miejscu, gdzie przez halę idzie mocne, białe światło z przeszklonej ściany.
Postawiliśmy tam wystawę na czterdziestą rocznicę katastrofy: oprawione odbitki na drewnianych sztalugach, ustawione w dwóch rzędach i odgrodzone czerwonymi sznurami na chromowanych słupkach. Obok roll-up: RADIOAKTYWNY.PL — Czarnobyl. Strefa Wykluczenia w fotografii. Na osobnej sztaludze stała plansza informacyjna z numerem stoiska, bo o to pytano najczęściej.
Na zdjęciach był diabelski młyn w Prypeci, Pałac Kultury „Energetik", tablica wjazdowa ПРИПЯТЬ 1970, hala sterowni z rzędem zielonych pulpitów, las anten Dugi ciągnący się poza kadr, pomnik przy wjeździe do miasta.
A przed sztalugami stanęła gablota.





Zielone szkło w gablocie
W gablocie leżały przedmioty. Dozymetry, drobne elementy w foliowych woreczkach, przyrząd w drewnianej skrzynce z metalowymi okuciami, naklejki. I szkło uranowe, które w świetle lampki świeciło intensywną, jadowitą zielenią.
To jest dokładnie ten kolor, o którym mówię potem ze sceny, że nie istnieje.
Bo pierwszy z mitów, jakie obalam, brzmi tak: promieniowanie świeci na zielono. Znamy to z Simpsonów, z Fallouta, z każdej okładki, na której ktoś chciał narysować skażenie. A prawda jest znacznie gorsza — promieniowanie jonizujące jest całkowicie niewidzialne. Nie ma koloru, zapachu ani smaku. Jedynym wyjątkiem była słaba, niebieskawa poświata nad rozerwanym rdzeniem: efekt Czerenkowa. Cała reszta — chmura, pył, śmiertelne dawki — to była niewidzialna śmierć. Stoisz na ulicy, świeci słońce, śpiewają ptaki, a Twoje komórki są niszczone na poziomie DNA i nie czujesz absolutnie nic.
Zielone szkło w gablocie działa więc jak przynęta na własny mit. Dzieciak przykleja się nosem do szyby, bo świeci. Zostaje, bo ktoś mu tłumaczy, dlaczego to świecenie nie ma z radiacją nic wspólnego.
Ten mechanizm powtórzył się przez dwa dni kilkadziesiąt razy.
Cudzy głos
Najlepsza scena tamtego weekendu nie wydarzyła się na scenie.
Przy sztalugach stanął mężczyzna z dwójką nastolatków. Wyciągnął rękę nad sznurem, wskazał na jedno ze zdjęć i zaczął im tłumaczyć, co widzą. Stał tak dobre kilka minut, przechodząc od kadru do kadru, jakby oprowadzał po własnym albumie.
Nie zaczepiłem go. Stałem dwa kroki dalej, przy laptopie, i słuchałem.
Bo to jest ten moment, dla którego się drukuje zdjęcia zamiast wrzucać je do sieci. W internecie fotografia z Prypeci dostaje dwie sekundy i kciuk w górę. Postawiona na sztaludze, w hali, między czołgiem a stoiskiem z survivalem, potrafi zatrzymać trzy osoby na kwadrans i zmusić dorosłego człowieka do opowiedzenia dzieciom historii, której sam nie do końca jest pewien.
I dobrze. Od prostowania są prelekcje.
Godzina na scenie głównej
W niedzielę wszedłem na scenę główną hali C z prelekcją „Czarnobyl po 40 latach. Między mitem a rzeczywistością".
Mównica Targów Lublin, mikrofon, czarna kotara, ekran z boku. Ja z przodu, a w dwóch fotelach z prawej moi ludzie: Sylwester i Dominik — ten drugi w kombinezonie i masce, tym samym co w lesie na zapowiedzi.
Zacząłem od rzeczy, którą mówię zawsze: robię to od ponad dwudziestu lat, zaczynałem z tanią latarką z bazaru, a przez większość tego czasu tysiące zdjęć i notatników leżały w kartonach wyłącznie dla mnie. Projekt powstał dopiero dwa lata temu, kiedy uznałem, że to bez sensu.
Potem rozłożyłem Czarnobyl na dwanaście mitów.
Że reaktor wybuchł jak bomba atomowa — nie, to była eksplozja ciśnieniowa, para rozerwała instalację od środka i wyrzuciła w powietrze dwutysięczną pokrywę; dopiero potem zapłonął grafit. Że słynny śmigłowiec strącił „promień radiacji" — nie, Mi-8 spadł drugiego października, pół roku po wybuchu, bo pilot zahaczył wirnikiem o linę dźwigu. Że Strefa to spalona pustynia — nie, to dziś jeden z najlepszych nieoficjalnych rezerwatów w Europie, z wilkami, rysiami i końmi Przewalskiego na napromieniowanych łąkach. Że Duga prała ludziom mózgi — nie, to był kosztowny radar pozahoryzontalny, który nigdy nie osiągnął pełnej sprawności i skończył jako pomnik technologicznych ambicji ZSRR.
I ten, który zawsze robi największe wrażenie: że jeden spacer po Prypeci to gwarantowany nowotwór. Legalna trasa daje dawkę rzędu kilku mikrosiwertów — tyle, co dłuższy lot samolotem. Realnie zabija tam co innego: zawalające się stropy i otwarte na oścież szyby wind, z których ktoś wyciął stalowe liny.
Sala to kupiła. Widać było moment, w którym ludzie przestają słuchać ciekawostki, a zaczynają przeliczać własne wyobrażenia.



To, czego nie ma na zdjęciach
Druga połowa wystąpienia była trudniejsza, bo nie da się jej zilustrować efektownym kadrem.
Opowiedziałem o Ekopolis — prowizorycznej bazie tuż za Strefą. Żaden spiżowy pomnik, tylko ciąg naprędce zbitych baraków. Tam likwidatorzy po zmianach na dachu reaktora zmywali z siebie pył, spali na wojskowych pryczach i grali w karty, ratując resztki normalności.
Opowiedziałem o Białorusi, na którą wiatr zniósł blisko siedemdziesiąt procent całego opadu. Jedna czwarta terytorium państwa poważnie skażona, setki przesiedlonych wsi, lawina raka tarczycy u dzieci. A w powszechnej świadomości — nic, bo Białoruś nie miała miasta, które dobrze wygląda na Instagramie.
I o samosiołach — starych ludziach, którzy odmówili życia w czystych blokach Kijowa, wrócili do swoich drewnianych chat, uprawiali ziemniaki na skażonej glebie i pędzili własny samogon. Część z nich mieszka tam do dziś.
To są historie, których nie zrobisz aparatem. Trzeba je opowiedzieć na głos, komuś, kto ma godzinę i chce słuchać.
Trzy rzeczy, w które nikt nie wierzy
Na koniec zostawiłem sobie fakty, które brzmią jak wymysł, a są prawdziwe.
Na betonie starego sarkofagu naukowcy znaleźli czarne plamy. Okazały się żywymi grzybami, które zamiast umierać od radiacji żywią się nią — melanina przetwarza promieniowanie jonizujące w energię do budowy komórek. NASA bada je pod kątem biologicznych tarcz dla astronautów lecących na Marsa.
Stopiony rdzeń stworzył nowy minerał. Czarnobylit — krzemian cyrkonu naszpikowany uranem — nie występuje nigdzie w naturze na tej planecie. Powstał wyłącznie dlatego, że człowiek rozwalił reaktor. Krystaliczna sygnatura pomyłki naszego gatunku.
A samo słowo „Czarnobyl" to lokalna nazwa bylicy — rośliny z rodziny piołunów. W Apokalipsie świętego Jana z nieba spada płonąca gwiazda o imieniu Piołun i trzecia część wód staje się gorzka. Przy wjeździe do miasteczka stoi dziś pomnik anioła z trąbą.
Nie twierdzę, że to coś znaczy. Twierdzę, że kiedy opowiadasz to na scenie, przez salę przechodzi cisza.
Po co to wszystko
Kończę te wystąpienia zawsze tak samo, bo naprawdę tak myślę.
Urbex — rozumiany jako dojrzała, świadoma dokumentacja opuszczonego świata, a nie polowanie na tanią sensację — jest dziś jednym z niewielu narzędzi, które uczą pokory. Wobec upływu czasu. Wobec błędów naszej własnej technologii. I wobec siły natury, która radzi sobie w Strefie znacznie lepiej niż z nami.
Reszta to zasada, którą powtarzam za każdym razem, gdy dostaję mikrofon: niczego nie kradniemy, niczego nie niszczymy, nie zdradzamy współrzędnych wrażliwych miejsc. Zabieramy zdjęcia, zostawiamy ślady butów.
Zszedłem ze sceny z jednym zdaniem na koniec — że przy stoisku numer 50 wisi jeszcze wystawa i można przyjść dopytać.
Przyszli. I to była najlepsza recenzja, jaką mogła dostać ta godzina.
Źródła
- Materiał wideo własny: zapowiedź wydarzenia oraz relacja z drugiego dnia targów (maj 2026)
- Prezentacja własna „Czarnobyl po 40 latach. Między mitem a rzeczywistością" — 43 slajdy, wersja wygłoszona na scenie głównej
- Odbitki własne prezentowane na stoisku nr 50, hala C
- [Program wydarzenia MILITARIA 2026 — Targi Lublin](https://historia.targi.lublin.pl/pl/dla-zwiedzajacych/wazne-informacje/program-wydarzenia/) — potwierdzenie prelekcji Radioaktywny Urbex
- [MILITARIA 2026 — informacje organizacyjne](https://historia.targi.lublin.pl/pl/dla-zwiedzajacych/wazne-informacje/co-gdzie-kiedy-informacje-organizacyjne/)
- [MILITARIA 2026 już w ten weekend w Targach Lublin — WBP im. H. Łopacińskiego](https://wbp.lublin.pl/index.php/2026/05/21/militaria-2026-juz-w-ten-weekend-w-targach-lublin/)
- [MILITARIA 2026 w Lublinie — Lublin112](https://www.lublin112.pl/wydarzenia/militaria-2026-w-lublinie-dwa-dni-pelne-adrenaliny-wojskowego-sprzetu-i-survivalowych-emocji/)
- Dane o katastrofie, Dudze, skażeniu Białorusi, czarnobylicie i grzybach radiotroficznych — za treścią prezentacji własnej
Zdjęcia z wydarzenia









